Obserwuj ulubione podcasty, słuchaj offline i w samochodzie z CarPlay i Android Auto, i zawsze wracaj tam, gdzie skończyłeś. Wypróbuj za darmo.
Jeśli ktoś "wyszedł jak Zabłocki na mydle", to oczywiście podjął działanie, które okazało się niewłaściwe i zamiast korzyści przyniosło stratę. Z tym popularnym powiedzeniem związana jest anegdota, według której ziemianin Cyprian Franciszek Zabłocki wpadł na pomysł, żeby zarobić na produkcji mydła i sprzedawać je za granicą, a przy okazji ominąć cło. Przywiązał więc skrzynie z towarem do barki i zanurzył je w Wiśle, tak by nie zauważyli ich celnicy. Kiedy transport dotarł do Gdańska i skrzynie wyciągnięto na brzeg, okazało się, że były nieszczelne. Woda zrobiła swoje, mydło się rozpuściło, a razem z nim rozpłynęła się perspektywa zysku... Jednak Cyprian Franciszek Zabłocki żył w latach 1792-1868, a powiedzenie, o którym mowa, znano już wcześniej, czego dowód znajdziemy w utworze Wacława Potockiego "Miła jest różność w rzeczach" z drugiej połowy XVII wieku. Prawdopodobnie chodzi więc tu o grę słowną - przecież błoto i mydło to dwa przeciwieństwa i stąd groteskowość tego powiedzenia...